W dziejach muzyki mamy takie zdarzenia, które mieszczą się niemal w kategoriach cudu. Nie inaczej było z Led Zeppelin i pierwszym albumem tej formacji. Płyta została nagrana za śmieszną kwotę ponad tysiąca funtów. Zespołowi przyniosła błyskawicznie kilka milionów – a przez wszystkie lata od momentu wydania duuużo więcej! To się nazywa złoty strzał!

Strzał jak strzała

Kasa kasą, przebitka przebitką, strzał strzałem, ale najbardziej w historii powstania debiutanckiej płyty Led Zeppelin zadziwia mnie tempo, w jakim Jimmy Page, Robert Plant, John Paul Jones i John Bonham swoje dzieło stworzyli.

W sierpniu 1968 roku zespołu jeszcze nie było. W schedzie po poprzedniej grupie Jimmy Page otrzymał nazwę The Yardbirds i umowę na trasę koncertową po Skandynawii. Nie miał wyjścia, musiał zatrudnić nowych muzyków i wyruszyć na występy po krajach północnej Europy.

We wrześniu The New Yardbirds grali w Skandynawii. Ale zamiast – jak to rock and rollowcy mają w zwyczaju – oddawać się niecnym wybrykom, panowie dzielnie pracowali nad autorskim materiałem.

Było to o tyle łatwe, że Jimmy Page dokładnie wiedział, czego chce.

Jak mawiał w późniejszych wywiadach:

Miałem dokładną wizję tego, jak powinny brzmieć utwory i jak je nagrać.

A do londyńskiego studia Led Zeppelin, bo taką nazwę przyjął zespół, grupa weszła już w październiku 1968 roku – w dwa miesiące po skleceniu składu!

 

1782 złote funty

Page i jego koledzy dużo ryzykowali, bo nie mieli kontraktu płytowego. A właściwie ryzykował ich menedżer, Peter Grant, który wyłożył pieniądze na nagrania – całe 1782 funty.

Grant podjął niewątpliwie najlepszą decyzję inwestycyjną w swoim życiu. Bo kiedy pomaszerował z gotowymi nagraniami do szefów Atlantic Records, ci wpadli w zachwyt i postanowili album błyskawicznie wydać.

Płyta „Led Zeppelin I” ukazała się w połowie stycznia 1969 roku. Krytycy przyjęli ją chłodno (że wtórna w stosunku do albumu Jeffa Becka „Truth”, że nic nowego nie wnosi), ale publiczność nie zawiodła. Album błyskawicznie zarobił 2,5 mln funtów i stał się punktem startowym oszałamiającej kariery jednego z najważniejszych zespołów w historii rocka.

I nawet biorąc pod uwagę, że sporo w niej zapożyczeń (Led Zeppelin okupili je procesami o plagiaty), to i tak – kiedy jej się słucha – magia nadal działa. Po prostu – złoty strzał!

 

 

(fot. Mayur Gala)

 

Polecam też: Bruce Springstenn – przez płot do Elvisa

 

Share This

Korzystając z serwisu zgadzasz się na korzystanie z plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close