Kiedy jakieś dwa miesiące temu ukazała się płyta Harry’ego Stylesa, odsunąłem ją w wirtualnym odtwarzaczu z niesmakiem. No cóż, słowo „boysband” nigdy nie wytwarzało we mnie pozytywnych skojarzeń. W ostatnich dniach Harry Styles wrócił do mnie i cóż – pomyliłem się. Jego płyta jest bardzo dobra!

Boysband i papka

Boysband kojarzy mi się z czymś sztucznym, wykreowanym przez sprytnych producentów i rzuconym na ten segment rynku, na którym królują nastolatki, wpatrzone w wiszące na ścianie plakaty z podobiznami idoli. Nie, nie mam nic przeciw nastolatkom i tej fazie zainteresowania muzyką. Problem w tym, że zwykle boysband oferuje muzyczną papkę, coś, co nie wypływa z artystycznej potrzeby – ale jest po prostu produktem, który ma się sprzedać.

Tym bardziej cieszy, kiedy komuś uda się wyrwać z boysbandowych kleszczy i uda się stworzyć coś wartościowego. Taka sztuka udała się kiedyś George’owi Michaelowi, potem Robbiemu Williamsowi, a teraz podobną ścieżką podąża Harry Styles z zespołu One Direction.

Smaczne zaskoczenie

Jego debiutancki album zaskoczył mnie dwiema rzeczami. Dojrzałością i kreatywnością. To jest mądra płyta. Mimo że nie ma w niej nic super odkrywczego, to właściwie jeden wielki ukłon w stronę tradycji. Z tym że jest to tradycja przetworzona i podana w bardzo nowoczesnym opakowaniu. I spokojnie można album Stylesa postawić na półce z napisem „rock”. To fajne, w czasach, w których zewsząd słyszymy, że – po raz nie wiem który – rock umiera.

Płyta zaczyna się mocno klimatycznie, utworem „Meet Me In The Hallway”, który przywodzi na myśl to, co Alex Turner robi w The Last Shadow Puppets – króluje tu akustyczna gitara, wzbogacona o ciekawe „przeszkadzajkowe” dźwięki. Potem jest „Sign Of The Times”, już mega przebój, ale i naprawdę świetna piosenka. Tuż po nim jeden z moich ulubionych kawałków na płycie (doskonała linia basu!) – „Carolina”.

Dalej jest równie dobrze – do wyróżniających się utworów zaliczam jeszcze świetne „Only Angel” oraz ‚Kiwi”. Album kończy nastrojowy ‚From The Dining Table” i jest to doskonałe podsumowanie uczty, jaką nam zgotował Harry Styles. Dla mnie – bardzo smaczne zaskoczenie.

 

 

Polecam też: W stronę tradycji. Alt-J – „Relaxer”.

 

Share This

Korzystając z serwisu zgadzasz się na korzystanie z plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close