Przyznam, że radość zapanowała w moim serduchu, kiedy dowiedziałem się, że zespół Radiohead wydał nową, poszerzoną wersję swojego najważniejszego dzieła – „OK Computer”. Wydawnictwo nosi przewrotny tytuł „OK not OK”, który właściwie można potraktować jak pytanie. Jeśli ekipa Radiogłowych czeka na odpowiedź, to wypada zakrzyknąć: „Thomie i reszto! Zdecydowanie OK!”

Radość zamierzchła

O płycie „OK Computer” mówiono przed dwudziestu laty, że uratowała honor muzyki rockowej. Bo wtedy – w epoce postgrunge’owej – mieliśmy do czynienia z gigantyczną eksplozją elektroniki. Największą gwiazdą nurtu był zespół Prodigy. I nic dziwnego, bo jego płyta „Fat Of The Land” zasługiwała na uwagę (i sprzedaż), jaka stała się jej udziałem.

Rock był w odwrocie, a w dodatku światowy rynek borykał się ze spadkiem sprzedaży płyt. W wydawnictwach z pewnością radość nie panowała. Rok 1997 był pierwszym, w którym, po dziesięcioletniej prosperity, zanotowały one poważne tąpnięcie.

Później nastąpił trzyletni wzrost (od 2000 roku sprzedaż płyt spada nieustannie) i niewątpliwie spory w nim udział miał zespół Radiohead. Nagrany w (głównie) miejscowości Bath (Rzymianie jeździli tu do wód, mieli w Bath termy) album „OK Computer” sprzedał się w niemal 5 milionach egzemplarzy.

Czy „OK Computer” naprawdę uratował honor rocka? Myślę, że wtedy tak. Thom York i jego koledzy pokazali, że można muzykę rockową ubrać w całkiem nowe szaty.

Niebywale twórczy miks tradycyjnych brzmień z elektroniką, zaowocował płytą oryginalną i niezwykłą. Płytą, która stała się punktem odniesienia dla wielu artystów. I na pewno w dużym stopniu zmieniła postrzeganie muzyki przez innych twórców. A nam – fanom – sprawiła ogromną radość.

Radość dzisiejsza

Wydany po 20 latach zestaw „OK not OK” składa się z dwóch płyt.

Pierwsza to poddany remasteringowi album oryginalny. Tak się składa, że nie słuchałem tej płyty od bardzo dawna. Jak wypada powrót do niej po latach? Znakomicie! „OK Computer” nic nie straciła ze swojej świeżości. Twierdziłem w 1997 roku i twierdzę tnadal, że Thom Yorke i jego kumple są w myśleniu o muzyce bliscy zespołowi Pink Floyd.

Album oryginalny album oryginalnym, ale największą radość sprawiła mi płyta numer dwa, na której znajdziemy kawałki ze stron B singli – oraz utwory, które nie zmieściły się na płycie oryginalnej.

Byłem niezmiernie ciekaw, jak wyglądają „odrzuty” zespołu Radiohead. I cóż, daj Boziu każdemu takie „odrzuty”.  Już promujący wydawnictwo „Man Of War” robi świetne wrażenie. Ale moje ulubione utwory są inne – pierwszy to „Meeting In The Aisle”, a drugi „A Reminder”. Jest jeszcze znakomity „Pearly”.

Wszystkie mogłyby  znaleźć się na płycie z 1997 roku i tak sobie myślę, że może szkoda, że „OK Computer” nie był albumem podwójnym. Ale – jak widać – co się odwlecze, to nie uciecze.

 

 

 

Polecam też: Harry Styles – debiut

 

(fot. materiały prasowe)

Share This

Korzystając z serwisu zgadzasz się na korzystanie z plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close