Jazzpospolita parę płyt ma już na koncie, byłem więc bardzo ciekaw, jak wypadnie na najnowszej – „Humanizm”. I muszę przyznać, że początki miałem z tym albumem trudne. Po wysłuchaniu dwóch pierwszych kawałków stwierdziłem, że to chyba nie moje klimaty. Postanowiłem jednak dać Stefanowi Nowakowskiemu, Wojtkowi Oleksiakowi, Michałowi Przerwie-Tetmajerowi (bonus za nazwisko!) i Michałowi Załęskiemu szansę. I nie zawiodłem się. Ze słuchaniem „Humanizmu” jest jak z dobrym koniakiem. Im więcej go pijesz, tym bardziej smakuje.

 

Jazzpospolita eklektyczna

Bardzo podoba mi się sama koncepcja tworzenia muzyki przez zespół. Jazzpospolita ma w nazwie „jazz”, ale tak naprawdę znajdziemy w muzyce kwartetu całą masę innych elementów, mniej lub bardziej pokrewnych. Wyświechtane słowo „eklektyzm” pasuje tu jak ulał. Przy słuchaniu płyty gdzieś w duszy zakołatała mi nazwa KIng Crimson. Choć Jazzpospolita z pewnością nie jest zespołem rocka progresywnego, to myślenie o muzyce tej ekipy skojarzyło mi się z kompozycjami Roberta Frippa. On znany jest przecież z tego, że usilnie szuka dźwiękowej perfekcji, a tego rodzaju poszukiwania na „Humanizmie” nietrudno odnaleźć.

No właśnie. Warstwa dźwiękowa. Jazzpospolita ma niesamowity dar budowania tzw. klimatu. Słuchając na przykład utworu tytułowego, złapałem się na tym, że czekam na to, co wydarzy się w nim za chwilę (finał tej kompozycji to perkusyjna maestria). W muzyce instrumentalnej to rzecz niebywale trudna. Naprawdę łatwo jest znaleźć czterech sprawnych muzycznie kolesi, którzy wyjdą na scenę i będą grali dobrze. Ale żeby nie zanudzili słuchacza? O, to już dużo trudniejsze.

Na szczęście z „Humanizmem” nie można się nudzić. Utwory są mocno zróżnicowane, a bardzo mocnym punktem płyty są dialogi pianina z gitarą. Zresztą sama gitara też „gada” bardzo przyzwoicie – dowodem jeden z najmocniejszych punktów albumu, czyli „Pański paszport to jakiś żart”.

Analogowa mowa

Z materiałów, dostarczonym mediom, wynika że „Humanizm” został nagrany w technice analogowej. I to słychać. Album brzmi znakomicie, co jest wielką zasługą realizatora Jacka Trzeszczyńskiego. Ciekawocha – płyta była nagrywana w starym dworku, przekształconym w studio.

Mocno chwalę „Humanizm”, skąd zatem moje początkowe wątpliwości? No cóż, zgrzytają mi niestety na tej płycie dwa utwory, nagrane z zaproszonymi wokalistkami. Nie, nie dlatego, że są złe. Przeciwnie. Świetnie zaśpiewane, w dodatku mają zadatki na przeboje. A i wokalistki bardzo zacne, Novika i Paulina Przybysz to wokalna pierwsza liga. Utwór „Combination” z udziałem tej drugiej płytę zresztą promuje. Tyle tylko, że te kompozycje odbiegają od klimatu pozostałych utworów i kiedy po „Człowieku w cyberprzestrzeni” pojawiają się „Zakamarki”, to czuję pewien dysonans.

Ale ok, macie rację – czepiam się. Na pewno „Humanizm” zagości na dłużej w moim odtwarzaczu. Czego i wam szczerze życzę. Jazzpospolita, weri gud dżob!

 

Bitamina – „Kawalerka”
Share This

Korzystając z serwisu zgadzasz się na korzystanie z plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close