Przyznam, że kiedy słyszę „indie”, to coś się we mnie gotuje. Zespoły „indierockowe” słyną z tego, że na potęgę kopiują siebie nawzajem, a wszystkie kopiują kapele sprzed kilku dziesięcioleci. Tym bardziej cieszy, kiedy pojawia się artysta, któremu udaje się coś wnieść do gatunku.

Ta sztuka powiodła się Brytyjczykom spod znaku Alt-J. Ich trzeci album „Relaxer” nie jest może tak przebojowy, jak debiut „An Awesome Wave”, ale z pewnością jest to płyta ciekawa i godna uwagi.

Alt-J idzie w stronę tradycji

Już pierwsze dźwięki nie pozostawiają złudzeń. Doorsowski wstęp do utworu „3WW” zapowiada mocny ukłon w stronę tradycji – i nie jest to jedyna kompozycja, która przywodzi na myśl czasy hippisowskiej psychodelii.

Kawałek „Hit Me Like That Snare” to pomysł jakby żywcem przeniesiony z dokonań Velvet Underground, tak pod względem brzmienia, jak i stylu śpiewania. Słuchając go, odruchowo zastanawiałem się, kiedy zabrzmi głos Nico.

Mamy na płycie nową wersję słynnego „House Of The Rising Sun„, spopularyzowanego niegdyś przez zespół The Animals. I tak jak nie lubię coverów (po co poprawiać coś, co zostało zrobione najlepiej jak to było możliwe?) to kapeli z Leeds oddaję sprawiedliwość – leniwie płynąca melodia to jedno z ciekawszych podejść do tego klasyka. Godne polecenia.

Twórcze poszukiwania

Oczywiście, płyta „Relaxer” nie tylko tradycją stoi, tym bardziej, że dźwiękowo jest to i tak tradycja dość mocno przetworzona.

Mamy na albumie Alt-J coś, co można nazwać twórczymi poszukiwaniami. Unikalne brzmienia, ciekawe sample, czasem zaskakująca wokaliza. W „Hit Me Like That Snare” pojawia się japońska artystka Hinako Omori, a w utworach „3WW” i „Deadcrush” – Ellie Rowsell z zespołu Wolf Alice.

Na uwagę zasługuje użycie na albumie dęciaków, w nagraniach wzięła też udział London Metropolitan Orchestra, co także dowodzi chęci zespołu do ucieczki od typowej „indierockowości”.

Nad tym wszystkim unosi się coś, co bardzo często słychać na płytach wykonawców z Wielkiej Brytanii. Mianowicie – duch Beatlesów. I aż czasem mi żal młodych, angielskich zespołów, bo słynna Czwórka z Liverpoolu wymyśliła tyle rzeczy w muzyce, że ciężko jej kreatywności sprostać.

Grupa Alt-J – przynajmniej w części – zadaniu podołała

 

(fot. materiały prasowe)

 

Przeczytaj też: Prosto w nos. HIFI – „Ludzie”

 

 

Share This

Korzystając z serwisu zgadzasz się na korzystanie z plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close